Polskie Studium Józefologiczne

  Wydrukuj stronę
  Dodaj do Ulubionych

Domowa | Kontakt | Indeks

Historia Studium | Redemptoris Custos | Sympozja | Akta | Multimedia | W internecie | Bibliografia | Kalisz | Publikacje

Strona główna
W górę
Dr Christian Doublier
Tarcisio Stramare OSJ
O. Jerzy Gogola OCD
s. Konrada Dubel
Ks. Ryszard Kempiak
Galeria

Ks. Ryszard Kempiak

 

TEKST O POWOŁANIU JÓZEFA (Mt 1, 18-25)
I JEGO AKTUALIZACJA


ks. dr Ryszard Kempiak SDB

PWT Wrocław

 

Szlachetność ducha św. Józefa najpełniej objawia się w obliczu wielkiej tajemnicy Wcielenia. W tym względzie, podobnie jak Maryja w swoim „fiat”, zaakceptował tajemnicę Bożą i uczynił ją w milczeniu fundamentem swego życia. Spróbujemy to odkryć pochylając się nad fragmentem Mateuszowej Ewangelii Dzieciństwa (1, 18-25), który można zatytułować: Zwiastowanie Józefowi albo lepiej Powołanie Józefa.

Z biblijnej teologii powołania wynika, że jest ono aktem wolnego i odwiecznego wyboru Bożego, który ma na uwadze konkretne włączenie osoby w historię zbawienia. Jest więc związane z kategorią Bożego dzieła i daru. Powołanie św. Józefa należy rozumieć w oparciu o teksty bi­blijne Starego Testamentu mówiące o powołaniu proroków i w oparciu o teksty Nowego Testamentu odnoszące się do powołania apostołów. Ponadto tekst o powołaniu Józefa winien być odczytany podobnie jak powołanie Naj­świętszej Maryi Panny. Maryja została przeznaczona na dzie­wiczą Matkę Boga, a w to przeznaczenie wpisuje się jako coś istotnego prze­znaczenie na oblubienicę Józefa. Przeznaczenie Maryi nie może się dokonać, rozumując logicznie, bez uwzględnienia osoby św. Józefa. Dlatego, że Bóg, przeznaczając człowieka do określonych zadań, przewiduje także okoliczności ich wykonania.

Lektura tekstu:

Z EWANGELII WEDŁUG ŚW. MATEUSZA (1, 1-18)

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: „Bóg z nami”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus.


 

Lektura egzegetyczna

Wielkość Józefa polega na specyficznym powołaniu, które otrzymał od Boga: stać się mężem Maryi, a przez to ojcem jej syna Jezusa. Józef wybrał Maryję na swą małżonkę w sposób wolny, kierując się rozwagą i sercem. Także w tym względzie, obydwoje zachowali zasady obowiązujące w Izraelu.

Perykopę o zwiastowaniu narodzin Jezusa Józefowi ewangelista Mateusz skonstruował według schematu występującego w pismach starotestamentalnych, a mianowicie: polecenie - wykonanie zadania.

Z narodzeniem Jezusa było tak... (1, 18). Opis ten nie ma celu kronikarskiego. Ewangelia Mateusza nie wspomina, gdzie miało miejsce wydarzenie, które dla Józefa okazało się prawdziwie zwiastowaniem. Tradycja przyjmuje, że miało to miejsce w mieście, gdzie Józef i Maryja mieszkali, w Nazarecie. Ewangelista nie podaje jednak okoliczności, miejsca i czasu, gdyż stawia sobie wyraźnie cel teologiczny. Pragnie wyjaśnić w. 16 rodowodu Jezusa: Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Konkretnie, Mateusz odpowiada na dwa pytania. Pierwsze z nich: Jak należy rozumieć wyrażenie: Józef, mąż Maryi? Drugie zaś brzmi: Co znaczy: z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem? Udzielając odpowiedzi zwraca szczególną uwagę na rolę Józefa. Zdecydowanie podkreśla, że jest on mężem Maryi, ale nie jest on ojcem naturalnym Jezusa, lecz jedynie prawnym, przybranym. Przez ojca prawnego należało się do danego rodu i dziedziczyło obietnice. Jezus jest więc potomkiem Dawida i dziedzicem obietnic danych dynastii Dawidowej.

W tradycji chrześcijańskiej pojawiły się poglądy głoszące, że Maryja, a nawet Józef, na długo przed swoim małżeństwem, złożyli Bogu ślub dziewictwa. Legenda o ślubie dziewictwa złożonym przez niego, powstała w środowisku obcym duchowi Starego Testamentu i judaizmu i nie ma żadnych podstaw w Ewangelii. Tak kategoryczną opinię przedstawia dzisiaj wielu biblistów, popierając ją rzeczowymi argumentami. Małżeństwo Józefa z Maryją zostało zawarte według zwyczajów i prawa żydowskiego. Józef podzielał przekonanie swoich współczesnych. Wierny wyznawca Mojżesza zawierał małżeństwo z izraelską dziewczyną, jaką była Maryja, świadomy swoich małżeńskich praw i obowiązków i pragnący ojcostwa, tego widomego znaku Bożego upodobania i błogosławieństwa. Zapewne też ożywiało Józefa pragnienie współudziału w mesjańskich planach Bożych przez rozmnożenie rodu Dawidowego w nadziei, że któryś z jego potomków będzie oczekiwanym Mesjaszem. Pragnienie to przekazywali sobie pobożni Żydzi z pokolenia na pokolenie od czasu obietnicy danej przez Boga Abrahamowi (Rdz 22, 17). Bóg jednak zrządził inaczej, niż pragnął i zamierzał Józef.

Należy podkreślić, że małżeństwo Józefa i Maryi, obok aspektu zwyczajnego, uświęconego tradycją Izraela, miało od samego początku swego istnienia charakter wyjątkowy, ze względu na realizację Bożej ekonomii zbawienia. Tych dwoje ludzi połączyła wspólna realizacja Bożych planów: wzajemna miłość, odpowiedź na Boże powołanie, całkowite zdanie się na Boga.

Mateusz, obok Maryi, stawia bezpośrednio Józefa i przez pryzmat jego przeżyć i doświadczeń, pisze o poczęciu i narodzeniu Jezusa. Wspomnienia Józefa to nie zgorszenie, powątpiewanie i podej­rzliwość, które przypisują mu komentarze. Tym, czego się dowiedział i co przekazał w określeniach jednocześnie głębokich i tajemniczych, które tłumacze usiłują łagodzić i banalizować, jest to właśnie: Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamiesz­kali razem, ZNALAZŁA SIĘ BRZEMIENNA za sprawą Ducha Świętego (Mt 1, 18).

Józef wybrał już sobie Maryję na małżonkę, związał się z nią zaślubinami (por. Mt 1, 18), czyli Maryja swoje pierwsze „fiat” skierowała do Józefa. Przy zawieraniu małżeństwa, według obowiązujących ówcześnie zwyczajów żydowskich, były dwa zasadnicze akty: najpierw - zaręczyny, a potem - zaślubiny. Przez zarę­czyny, z prawnego punktu widzenia, małżeństwo było już zawarte. Narzeczona zwała się żoną. Zdrada jej uważana była za cudzołóstwo i karana śmiercią (Pwt 22, 23). Prawo i zwyczaje surowo zabraniały w tym czasie korzystać z praw małżeńskich. Narzeczona żyła w domu ojca, który się nią opiekował. Drugim aktem prawnym małżeństwa było przeprowadzenie narzeczonej do domu narzeczonego. Od tego momentu było dozwolone współżycie małżeńskie.

Przed uroczystym przeprowadzeniem oblubienicy do domu oblu­bieńca Maryja znalazła się brzemienna za sprawą Ducha Świętego. Mąż jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie (1, 18-19). W. 19 odsłania wewnętrzne przeżycia Józefa, który dostrzega odmienny stan Maryi, a jest świadomy, że stało się to bez jego udziału. Mateusz pokazuje Józefa zastanawiającego się, jak się zacho­wać. O jakim problemie świadczą te słowa? Czy problem Józefa polegał na podejrzeniu wobec Maryi? W czym tkwi faktyczny dramat Józefa? Spróbujmy głębiej wniknąć w rozumie­nie tych wersetów. Są to najtrudniejsze wersety pierwszej Ewangelii. Do dziś są one w różny sposób tłumaczone i wyjaśniane. Józef, jak tłumaczą niektórzy oraz jak sugeruje tłumaczenie w Biblii Tysiąclecia, miał zamiar lub postanowienie „oddalić ją od siebie”, czyli rozwieść się. Takie tłumaczenie wskazywałoby na to, że Józef był przekonany o niewierności Maryi. W tamtych czasach zaręczyny stanowiły już akt prawny, dla­tego rozwiązanie takiego związku było faktycznym rozwodem. Oficjalna procedura wymagała dokumentu uzasadniającego rozwód – musiał być podany jakiś powód. Czy Józef faktycznie miał wątpliwości, a jeśli tak, to kogo lub czego one dotyczyły? Maryi? Zastanówmy się nad tym, chcąc dokładnie zrozumieć tekst biblijny. To podstawa.

Oto stało się coś absolut­nie niespodziewanego, nieprzewidzianego. Wła­śnie fakt, że jest to coś nieprzewidzianego, czego Józef absolutnie nie mógł zaakceptować jako męż­czyzna, wywołuje dramat, którego głównym bohaterem staje się tenże Józef. W tekście Mateusza dramat przeżywa nie tyle Maryja, która znalazła się w bardzo problematycznej sytuacji, co wła­śnie Józef. Zostaje on bowiem postawiony wobec niezrozumiałej sytu­acji. W jego głowie zrodził się pewien plan. Myślał: to niezwykle Dziecko, przychodzące od Boga nie ode mnie, jakim prawem miałoby do mnie należeć? Dlaczego pokolenie Dawida miałoby się szczycić synem, który nie wyszedł z niego i ponad nie wykracza? Zresztą, czy można oddalić żonę w sposób pośpieszny, potajemnie? Przecież małżeństwo zostało już potwierdzone kontraktem. Rozejście się wymagałoby procedury rozwodowej. Danie listu roz­wodowego wymagało procedury prawnej, potrzebni byli świadkowie, nie mogło się więc odbyć „potajemnie”. Jak to zrobić, nie karząc Maryi zniesławieniem, „wytykaniem palcami”, może nawet ukamienowaniem? Józef znał tajemnicę Maryi. Trudno przypusz­czać, żeby w tak świętym małżeństwie Maryja nie poinformowała Józefa o tym, co przeżyła w czasie zwiastowania (Łk 1, 26-38). Józef więc dowiedział się o tym, co najwyższy sprawił w Maryi i miał świadomość, że znalazł się twarzą w twarz z tajemniczym wydarzeniem, po ludzku nie do wyjaśnienia. To wzbudziło w nim wątpliwość, która dotyczyła nie Maryi, lecz jego samego. Jak powinien postąpić on-mąż Maryi (1, 19), wobec tej nadzwyczajnej sytuacji, w jakiej znalazła się jego żona? Ponieważ wiedział, że w Maryi i przez Maryję Bóg realizuje swe tajemnicze plany, mając głęboko rozwinięty zmysł religijny i poczucie sacrum, postanowił oddalić się dyskretnie. Pomyślał, że należy Maryi zwrócić wolność, lecz w ścisłej tajemnicy. Postanowił opuścić ją. Był pewien, że Bóg nie opuści go w tej próbie. I jego ufność nie została zawiedziona! Józef, kierowany bojaźnią Boga, nie chciał uzurpować sobie prawa ojcostwa wobec potomka, którego ojcem był Bóg. Z tego sa­mego motywu nie chciał przyjąć do siebie kobiety, którą Bóg włączył w szczególny sposób w orbitę swego świętego działania. A więc, w swojej roztropności, opowiada trzeźwo Ewangelia, Józef zastana­wiał się nad rozwiązaniem, które pozwoliłoby mu opuścić Maryję potaje­mnie (1, 19). Rzecz niezwykle trudna!

Do takiego rozumienia tekstu prowadzi przede wszystkim właściwe rozumienie i przetłumaczenie trzech kluczowych słów: dikaios (sprawiedliwy, prawy, dobry); deigmatidzein (wystawić na pokaz, ujawnić, opublikować, zniesławić); apolyein (oddalić, rozwieść się, dać list rozwodowy, oddalić się, usunąć na bok).

Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym (w Biblii Tysiąclecia: prawy). Św. Mateusz, wychwalając Józefa, wyraża cały swój panegiryk jednym słowem. Autor natchniony ogranicza się do napisania: Józef, który był człowiekiem spra­wiedliwym... (dikaios). Należy przyznać, że jest to najbardziej „sprawiedliwe” słowo, gdyż okazuje się bogate w treść teolo­giczną. Józef jest sprawiedliwy, ponieważ podjął się wypełnia­nia we wszystkim woli Boga; nigdy nie żądał - o czym będziemy mogli się przekonać - ani odrobiny auto­nomii osobistej, aby zająć się własnymi planami. Cale jego ży­cie było istnieniem zasadniczo zaślubionym Bogu, żył w ciągłym zaangażowaniu w wypełnianie woli Bożej. W sprawied­liwości Józefa widzi Mateusz motyw takiego, a nie innego postępowania. Co to znaczy, że Józef był „sprawiedliwy”? Termin ten nie ma tu znaczenia skrajnie jurydycznego, ani też fary­zejskiego. Dla faryzeuszy prawo, litera prawa, były ważniejsze niż człowiek, tj. ważniejsze niż miłość (por. Mt 23, 1-36; Łk 11, 37-53; 14, 1-6). Rozumienie przymiotnika „sprawiedliwy” w Mt 1, 19 w sensie Starego Testamentu lub faryzeuszów jest nieporozumie­niem egzegetycznym. Pojęcie „sprawiedliwy” i „sprawiedliwość” należy interpretować w sensie ewangelicznym i właściwym całej Ewangelii Mateusza. Co to znaczy wypełniać sprawiedliwość w Ewangelii Mateusza? „Wypełnić sprawiedliwość” oznacza postępować zgodnie z wolą Boga, podobać się Bogu, właściwie ustawić swoje życie względem Niego. Poddać się Jego woli aż do końca. Stąd „sprawiedliwy”, tzn. ten, który aż do końca pełni trudną wolę Boga. Nazwanie Józefa „sprawiedliwym” oznacza, że pełnił on do końca trudną wolę Boga. Taki sens przymiotnika „sprawiedliwy” podkreśla kontekst; w Mt 1-2 trzy razy ukazuje się Józefowi „anioł Pana” (1, 20; 2, 13.19), czyli Pan, i daje mu do wypełnienia trudne zadanie; zawsze bez ociągania i dyskusji wykonanie Bożego nakazu.

Poza tym dla ewangelisty Mateusza, miłość jest kanonem interpretacyjnym całego Prawa. Za paragrafem największego i najświętszego Prawa trzeba zawsze widzieć człowieka. I w takim sensie moralnym sprawiedliwy był również Józef. Nie lekceważył przepisów Prawa Pana, ale równocześnie nie był niewol­nikiem jego litery, jak faryzeusze. Za paragrafem Prawa widział Boga i człowieka. Na nakazy Prawa patrzył przez przykazanie miłości.

Takie rozumienie przymiot­nika „sprawiedliwy” i taka charakterystyka Józefa świadczy o tym, że nigdy nie wątpił on w niewinność Maryi. „Sprawiedliwy” - to człowiek, który we wszystkim i zawsze chce wypełnić wolę Bożą; wierzy Bogu i człowiekowi; aż do końca jest wierny woli Boga i przyjaźni człowieka. Józef był „sprawied­liwy”, ponieważ jako ubogi Jahwe z tęsknotą oczekiwał przyjścia Mesjasza. To oczekiwanie nadejścia Mesjasza z domu Dawida sprawia­ło, że Józef był przygotowany do zrozumienia tajemnicy Maryi, która w najgłębszej swej istocie była tajemnicą mesjańską (por. Łk 1, 31-32).

Drugim słowem-kluczem, od którego zależy właściwa interpretacja Mt 1, 19 jest czasownik deigmatidzein, oddany w Biblii Tysiąclecia poprzez czasownik „zniesławić”. Rodzi się pytanie: czy należy ten czasownik rozumieć w sensie negatywnym, tj. „ujawnić w celu zniesławienia lub wprost zniesławić”, czy też oznacza on tylko „ujawnić” bez żadnego zabarwienia znie­sławiającego? Wszystkie współczesne polskie tłumaczenia rozumieją ten czasownik w 1,19 negatywnie: „zniesławić lub zniesławić publicz­nie”, a to implikuje wyraźnie, że Józef uważał Maryję winną wiarołomstwa, co dawało mu prawo publicznego oskarżenia Jej przed sądem. Wielu autorów skłoniło to do poszukiwań, czy taki negatywny przekład jest właściwy. Badania filologiczne pozwalają stwierdzić, że interesujący nas czasownik oznacza: dać poznać, ujawnić, wydobyć na światło dzienne bez żadnego zabarwienia pejoratywnego. Jeżeli takie zabarwienie istnieje, to nie zależy ono od samego czasownika, lecz jedynie od tego, co zostało odkryte, ujawnione. Wielu współczesnych egzegetów proponuje więc tłumaczenie bez żad­nych konotacji negatywnych: Józef po prostu „nie chciał ujawnić tajemnicy Maryi” (X. Leon-Dufour, I. de la Potterze, Józef Kudasiewicz, Antoni Paciorek).

Poprawna interpre­tacja Mt 1, 19 zależy także od czasownik apolyein, który prawie powszechnie tłumaczy się następująco: odesłać, oddalić, zerwać związek małżeński, rozwieść się, dać list rozwodowy. Większość współczesnych polskich tłumaczeń używa czasownika „oddalić” w znaczeniu „rozwieść się” lub „dać list rozwodowy”. Takie tłumaczenie sugeruje, że Józef przynajmniej podejrzewał Maryję o niewierność, co upoważniało go do dania listu rozwodowego. Czasownik ten może jednak oznaczać: uwolnić kogoś, pozwolić odejść, opuścić, oddalić się lub rozwieść się.

Te racje przemawiają za tym, że werset Mt 1, 19 domaga się następującego tłumaczenia: „Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał ujawnić (Jej tajemnicy), zamierzał oddalić się od Niej potajemnie” (za I. de la Potterie). Takie tłumaczenie jasno oddaje to, co nazywaliśmy wcześniej prawdziwymi wątpliwościami Józefa. Józef zatem czuł, że musi odejść od Maryi, a jednak nie mógł się zdecydować na wprowadzenie w życie tego, co uważał za swój obowiązek. Józef uważał rozstanie za konieczne, ale w rzeczywistości bał się go. Byłby to koniec wszystkich jego marzeń.

Przy takiej interpretacji staje się również zrozumiała interwencja anioła Pana (1, 20). Do Józefa dociera apoca­lypsis (objawienie). Anioł Pański ukazał mu się we śnie. W Starym Testamencie sen był często środkiem objawienia lub pouczenia Bożego (Rdz 28,10-15; 45,2-4). W tym kontekście trzeba rozumieć sen Józefa. Miał on znaczenie funkcjonalne; tzn. Józef kierował swoim życiem i postępowa­niem tak, jak mu dyktowało sumienie, oświecone przez Ducha Bożego. Prosty i ubogi Józef włączony jest w Boży plan zbawienia. Józefie, synu Dawida - jest to jedyny przypadek, kiedy wyrażenie „syn Dawida” zostaje użyte w odniesieniu do Józefa. Od tej pory „Sy­nem Dawida” w pełnym tego słowa znaczeniu będzie Jezus. Użycie przez anioła tego wyrażenia zdaje się więc sugerować, dlaczego właśnie Józef został wybrany, by być u boku Maryi. Czy Józef jest przy Maryi po to, by użyczyć Je­zusowi tytułu Syna Dawida? Czyżby na tym mia­ło wyczerpać się całe przesłanie, jakie Mateusz chce nam przekazać za pośrednictwem omawianego wydarzenia? Zobaczymy.

Nie bój się - stwierdza dalej Mateusz. Tak samo jak w rozmowie z Zachariaszem i z Maryją, anioł zaczął od uspokojenia Józefa: Nie bój się! Nie czyni mu wyrzutów, zachęca do zaufania Bogu i do rozsądnego wypełniania obowiązków wobec Matki i Dziecka. Wyrażenie: Nie bój się! bardzo często powra­ca we wszystkich tak zwanych opisach powołania oraz towarzyszy doświadczeniu teofanii, kiedy Bóg ukazuje się, gdyż wów­czas spontanicznie rodzi się w człowieku postawa lęku i drżenia. Jeżeli anioł powiedział: Nie bój się, to znaczy, że wypadki, których świadkiem był Józef, należą do wielkich wydarzeń teofanicznych, do wielkich dzieł objawiających Boga w historii. Wątpliwości św. Józefa nie biorą się ze zwątpienia w wierność Maryi, lecz z Tajemnicy, którą przeczuwa i której nie czuje się godny. Chodzi tu o stopniowe odkrywanie posłannictwa. Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Mał­żonki przecież (...). Anioł mówi wprost Józefowi o treści teofanii: To, co się w Niej poczęło, jest z Ducha Świętego. Taki jest ostatecz­ny powód, dla którego Józef nie powinien się lękać. Według Mateusza działanie Ducha Świętego jest szczególnie zna­czące w Jezusie: On rzeczywiście, zrodzony został w Maryi przez Ducha Świętego (Mt 1, 20). Fakt, że Jezus, zrodzony z niewiasty (Ga 4,4), jest Synem Bożym, wynika z działania Ducha Świętego: to On wzbudził Go w łonie Maryi. „Duch”, który przed stworzeniem „unosił się” nad pierwotnym chaosem (por. Rdz 1, 2), powraca, aby zstąpić na Maryję, aby dokonać w Niej nowego stworzenia. W pierwszym stworzeniu Bóg, za pośrednictwem Ducha, stworzył człowieka; w drugim stworzeniu Bóg - jeszcze raz poprzez Ducha - stworzył człowieczeństwo swojego Syna w łonie dziewicy. Duch Święty jest więc autorem zarówno dziewiczej płodności Ma­ryi, jak i człowieczeństwa Jezusa. Poprzez działanie Ducha Świętego Maryja jest dziewicą i matką Syna Bożego; przez działanie tego samego Ducha Świętego Jezus jest człowiekiem i Bogiem.

Można by to tak sparafrazować objawienie przyniesione przez anioła: Józefie, synu Dawida, musisz przezwyciężyć ten pełen szacunku strach i zgodzić się na ojcostwo prawne, by zapewnić charakter mesjański mającemu się narodzić dziecku. Owszem, jest prawdą, że to, co się w Maryi poczęło, pochodzi od Ducha Świętego, jednak Ona da ci syna, a ty nazwiesz Go imieniem Jezus. Treść orę­dzia wskazuje, że dziewicze poczęcie Mesjasza nie jest tu przekazane Józefowi jako fakt nieznany, lecz jako sprawa, którą zna i która budziła w nim wątpliwości. Wątpliwości Józefa, powtórzmy, nie budziła postawa Maryi, lecz to, jak on sam ma się zachować wobec Jej cudownego macierzyństwa. Wątpliwość dotyczyła jego, a nie Maryi. Te właśnie wątpliwości miała przezwyciężyć inter­wencja anioła. Porodzi Syna, a ty nazwiesz Go imieniem Je­zus - jest to proroctwo skierowane do Józefa. Można by je wyrazić w następujący sposób: „Poj­miesz, że tym synem zrodzonym z Maryi będzie Jezus, to znaczy Zbawiciel”, albo - jak zostanie po­wiedziane zaraz potem - „Bóg z nami”. Niemal jak­by anioł chciał powiedzieć: „Ty będziesz pierwszym, który odkryje głęboką prawdę o tym Dziecięciu”, gdyż nadanie komuś imienia w tym kontekście oznacza poznanie najgłębszej prawdy o nim.

Nazwiesz Go imieniem Jezus. W istocie anioł dodaje Józefowi otuchy, zapowiadając czekającą go wędrówkę wiary, któ­ra doprowadzi go do rozpoznania w Synu Maryi Zbawiciela. Imię Jezus oznacza: Jahwe jest zbawieniem. Imię wyjawia rolę, jaką Dziecię ma odegrać, gdy dorośnie, tłumaczy równocześnie, dlaczego sam Bóg interweniował, aby było ono poczęte. Dlatego Józef powinien przyjąć do siebie Maryję, pozostać Jej mężem i zaopiekować się tajemniczym Dzieckiem. Wobec ludzi będzie Jego ojcem. Uzna Je, potwierdzi, zapewni mu utrzymanie, wychowanie zawodowe i społeczne.

Obydwaj ewangeliści, Łukasz i Mateusz, różnią się we wskazaniu osoby, która miałaby za zadanie nadanie imienia: według Łukasza (1, 31) to Maryja, według Mateusza (1, 21) to Józef. Wyjaśnienia tej różnicy doszukiwać się można prawdopodobnie w odmiennym stosunku dwóch ewangeli­stów do Starego Testamentu, w którym zarówno ojciec (Rdz 4, 26), jak i matka (Rdz 4, 25) mogli dziecku nadawać imię.

W tym miejscu ­Mateusz, wierny swojemu sposobowi refleksji nad wydarzeniami, pisząc do środowiska pochodzenia żydowskiego, przytacza słowa ze Starego Testamentu. Wiersze 22 i 23 zawierają zapowiedź zawartą w starotestamentowym cytacie z Księgi Izajasza (7, 14). Ewangelista pragnie podkreślić ścisły związek, istniejący między osobą Jezusa, Jego czynami i nauką a zbawczymi zamiarami Boga, wyrażonymi przez proroków. Zwrot wypełniło się to wszystko wskazuje na urzeczywistnienie zapowiedzi proroka Izajasza. Znamienne jest, że Mateusz sam daje wyjaśnienie imienia zapowiadanego Zbawiciela: Emmauel, to znaczy Bóg z nami. W ten sposób ewangelista położył główny akcent proroctwa na imieniu Dziecka poczętego z Dziewicy, na treści w nim zawartej. Imię Emmanuel ukazuje zarówno samo wcielenie Syna Bożego, jak i najgłębszą jego rację. Bóg odtąd będzie obecny w rodzinie ludzkiej w swoim Jednorodzonym Synu. W Jezusie Bóg jest z nami, zadaniem Jezusa jest uwolnienie nas od win i doprowadzenie do Boga. Ostatnim słowem Jezusa w Ewangelii będzie: A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Wieść przyniesiona przez anioła przypomina dawną chwalę i oznajmia bieżące obowiązki i przyszłą odpo­wiedzialność. Józef, nie okazując najmniejszego wahania, jest posłuszny. Wiersz 24 przedstawia wykonanie polecenia, jakie Józef otrzymał. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie (1,24). W tym zdaniu użyty został bardzo znaczący termin egertheis, imiesłów od czasownika „powsta­wać z martwych”. Zamiast „zbudziwszy się” mo­glibyśmy nawet przetłumaczyć „powróciwszy do życia”. Powróciwszy do życia ze swoich wątpliwości i pytań. Po otrzymaniu objawienia oraz po potwierdzeniu jej przez Pismo Józef zostaje napeł­niony taką energią, że może „zmartwychwstać” i podjąć taką decyzję, jaką polecił mu anioł Pański. Akceptuje powołanie, którym go Bóg obdarzył, akceptuje je w całości: Wziął swoją Małżonkę do siebie.

Tekst Mateuszowy, mówiąc o Józefie i Maryi, stwierdza: Ale nie zbliżał się do niej aż porodziła Syna (1, 25). Na tej podstawie pojawiły się w chrześcijaństwie poglądy, jakoby Maryja zachowała dziewictwo tylko do chwili wydania na świat Jezusa, a potem prowadziła normalne pożycie małżeńskie z Józefem. W odniesieniu do Mt 1, 25, egzegeci katoliccy jednomyślnie podkreślają: sam tekst nie twierdzi, że po narodzeniu Jezusa Maryja nadal pozostała dziewicą, lecz i nie przeczy temu.

Bardzo subtelna uwaga ewangelisty, umieszczona w koń­cowym, 25. wersie: (...) nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, ujawnia wyjątkowy artyzm. Tylko wiel­cy artyści potrafią powiedzieć tak wiele za pomocą zaledwie paru słów. (...) nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna. Słowo „zbliżać się” ciągle w znaczeniu seksualnym. Józef przyjął Ją z głęboką miłością, ale zarazem z ogromnym i dyskretnym szacunkiem dla Boga i dla Niej.

Po tym wydarzeniu Józef znika. Odnajdzie­my go jeszcze u Mateusza, jak wspierany przez anioła opiekuje się Matką i Dziecięciem, jak pro­wadzi Je do Egiptu, aby następnie przywieść z po­wrotem do ziemi Izraela. Lecz w rzeczywistości cały Józef zamyka się właśnie tutaj. I nadał Mu imię Jezus.

Mateusz, podobnie jak i Łukasz, podkreśla na swój sposób, że można zrozumieć, jak bardzo Bóg był z nami przez Jezusa, jedynie wtedy, gdy wyznamy Go jako, w tajem­niczy sposób, rzeczywistego i jedynego Ojca Jezusa. Przekonanie Mateusza było tak mocne, iż pragnąc to powtórnie wyznać, mówi w zakończeniu pierwszego rozdziału, że Maryja nie była związana z mężczyzną przed narodzeniem Jezusa. Tak Mateusz rozpoczyna swoje opowiadanie o Jezusie z głęboką wiarą, że Jezus, jak nikt inny, jest Synem Boga. Tylko wiedząc, że Bóg jest Jego Ojcem, możemy zrozumieć osobę Jezusa, a zwłaszcza to, jak mógł być On nazwany tym, który zbawi nas od naszych grzechów.

Aktualizacja

Józef jako mężczyzna, który nie czuje się sfrustrowany, gdy przekonuje się, że kobieta, która przy nim stoi, powołana jest do wielkich rzeczy, jest wzorem człowieka, który umie znaleźć swoje miejsce, odczytać wolę Bożą wobec siebie i mimo wielu przeciwieństw losu - wypełnić ją. Rozeznać to, czego Bóg od niego oczekuje. Pytamy: Jaka nauka płynie dla nas z Mateuszowego opisu zwiastowania naro­dzin Jezusa Józefowi? On przepowiada do nas milczeniem. Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebne nam jest Józefowe mil­czenie, Jego gotowość do czynienia trudnej woli Bożej, Jego zaufanie Bogu i człowiekowi.

  • Św. Józef uczy współczesnego człowieka poczucia sacrum, poczucia głębokiego szacunku wobec tajemnicy działania Boga. Takim głębokim poczuciem sacrum i niegodności wobec Boga i Jego działania odznaczali się wielcy sprawiedliwi Starego Testamentu. Przypomina starą prawdę mędrców Izraela: Treścią mądrości jest bojaźń Pańska (Prz 9, 10; por 1, 7).

  • We śnie Bóg przyszedł do Józefa i wytłumaczył mu: Nie bój się wziąć swojej małżonki Maryi do siebie, albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. To wyjaśnienie Boga wystarczyło. Józef przekonał się, że Bóg włączył go w swój plan zbawienia, że Bóg potrzebuje go jako opiekuna Jezusa. Zaufał i zawierzył Bogu. To zawierzenie wystarczyło, aby Józef wziął brzemienną Maryję do siebie i zaopiekował się nią. To zawierzenie wystarczyło, aby Józef podjął się opieki nad Jezusem. Chociaż nie rozumiał i nie potrafił sobie wyjaśnić wielu prawd związanych z tą sytuacją, zawierzył słowu Boga. U podstaw jego decyzji była wiara w Boga i zawierzenie Bogu. Ta wiara leżała u podstaw jego zgody. I właśnie ta zgoda Maryi, a potem Józefa sprawiła, że w Chrystusie Bóg wszedł pomiędzy ludzi, że stał się jednym z nas, aby nas zbawić i pojednać z Bogiem. Wielkie dzieło zbawcze, którego Bóg dokonał w Jezusie, domagało się pomocy człowieka, Maryi i Józefa. Bóg potrzebował ich wielkiego zaufania i zawierzenia.

  • Bóg w realizacji swych pełnych tajemnicy planów zbawczych posługuje się człowiekiem. Bóg wzywa i powołuje, kogo chce. Boże plany zbawcze są tajemnicą zakrytą przed ograniczonym ludzkim umysłem. Powiedzenie „tak”, „bądź wola Twoja” wymaga heroicznej wiary i bezwzględnego posłuszeństwa woli Bożej. Maryja wypowiada swoje „tak” w zwiastowaniu: Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa (Łk 1,38). Św. Józef nie wyrzekł ani słowa - swoje „tak” Bogu powiedział ży­ciem, czynem: Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański (Mt 1,24). Mąż sprawiedliwy odpowiedział czynem.

  • Także i dzisiaj nieustannie powtarza się ta sama historia. Bóg potrzebuje człowieka. Bóg potrzebuje twojej i mojej pomocy. Przedziwna rzecz: Bóg, który jest nieograniczony, potężny, od którego wszystko pochodzi, potrzebuje pomocy słabego człowieka. Bóg potrzebuje pomocy od nas, tak jak potrzebował pomocy Maryi i Józefa. Oni nie rozumiejąc do końca, czego Bóg od nich oczekuje, zawierzyli i zaufali Jego słowom, gdyż Bóg jest samą dobrocią i może chcieć tylko dobra. Dlatego też Maryja i Józef wypowiedzieli swoje TAK, swoje FIAT - niech się stanie jak, Ty Boże, chcesz, a my jesteśmy do Twojej dyspozycji. Niech dzisiaj w nas i przez nas urzeczywistnia się Twoje dobro pośród ludzi.

  • I Bóg przyjął otwartość Maryi i Józefa, i wszedł w historię człowieka i świata. Przyniósł ludziom dobrej woli zbawienie, swoją miłość, swoje Królestwo. Ale w tym miejscu ta historia nie kończy się. Dzisiaj Bóg oczekuje podobnej pomocy, lecz tym razem tej pomocy Bóg oczekuje od nas. Chce przez naszą otwartość, nasze zaufanie i zawierzenie wpisać we współczesny świat swoją miłość, swoją dobroć. Bóg chce przez nas dalej budować swoje Królestwo. To nic, że nie rozumiemy do końca woli Boga. To nic, że nie wiemy tak po ludzku, czego On od nas chce. Wpatrujmy się w postać św. Józefa, człowieka sprawiedliwego i za jego przykładem uczmy się wiary i zaufania względem Boga!

  • Ze zrozumienia własnej tożsamości przez św. Józefa wypływała jego du­chowość. Cała jego postawa wewnętrzna i zewnętrzne działanie były konse­kwencją uznania tego, kim Bóg go uczynił. Dokładnie tak samo dzieje się w przypadku osoby wierzącej. Jej duchowa głębia jest owocem zrozumienia i przyswojenia sobie własnej tożsamości. W tym procesie stawania się coraz bardziej sobą na naszej drodze może być obecny św. Józef jako mistrz i wzór. Józef nie był człowie­kiem rozwiązań łatwych i cudownych, lecz człowiekiem wytrwałym, praco­witym i - w razie potrzeby – pomysłowym. Józef nie dokonuje refleksji przekraczającej aktualną sytuację, jest posłuszny Bogu w konkretnym „teraz”. Stąd Józef jest autentycznym „wzorem” dla każdego wierzącego, który pragnie włączyć się aktywnie w dzieło realizacji powszechnego prawa do miłości.

  • Każdy człowiek wezwany jest do odkrycia swojego specyficznego powoła­nia i pójścia za nim, by realizować dobro według Bożego planu. Pismo Święte nie mówi wiele o św. Józefie, ale wystarczająco jasno kreśli jego obraz i misję. Ukazuje jego misję w historii zbawienia i tym samym w Koś­ciele. Bóg wezwał św. Józefa, aby służył bezpośrednio Osobie i misji Jezusa po­przez sprawowanie swego ojcostwa.

  • Bóg posługuje się ludźmi w kierowaniu historią świata. Nie zapomnijmy tej prawdy. Na naszej drodze życia Bóg postawił takich a nie innych ludzi, bo przez nich także chce coś nam powiedzieć. W optyce Boga nie ma przypadków i niepotrzebnych chwil. Bóg kieruje historią i to On jak „Wielki Reżyser” kreuje wydarzenia i na naszej scenie, stawia takie a nie inne osoby. Nie spychajmy więc osób na drugi plan naszego życia, bo Bóg posługuje się właśnie ludźmi, aby kierować naszym losem. Bóg jest Panem osób, a nie tylko rzeczy. Nie pozwólmy więc, by w naszej małej historii rzeczy stały się ważniejsze od osób.

  • Józef znalazł w zapisie Ewangelii miejsca niewiele, ale nie zapis jest tutaj ważny. Jego życie było pełne Ewangelii, aż po brzegi. Sola Scriptura nie wystarczy, by pojąć tajemnicę Józefa. Historia Józefa, rozpoczęta w momencie powołania go do udziału w tajemnicy Wcielenia, jest piękną wersją Ewangelii pisanej życiem. Przez potrójne „tak” Józef zakorzenił swoje życie w Bogu, którego postawił na pierwszym, czyli właściwym miejscu.

 

BIBLIOGRAFIA KONSULTOWANA:

CAFFAREL H., Weź do siebie Maryję, twą małżonkę, Kraków 1997.

CHMIELEWSKI M. (red.), Duchowość św. Józefa z Nazaretu. Homo meditans XXIV, Lublin 2003.

Deiss L., Józef, Maryja, Jezus, Kraków 2002.

Efraim (Brat), Józef, ojciec na nowe tysiąclecie, Kraków 1998.

FiLas F. L., Święty Józef człowiek Jezusowi najbliższy, Kraków 1979, 1989 (wyd. 2).

Foucher D., Józef z Nazaretu, nasz ojciec, Kalisz 2000.

Galot J., Józef z Nazaretu, Kraków 1997.

Gargano I., Lectio divina do Ewangelii św. Mateusza, Kraków 2001.

Jóźwiak F., Ojcostwo św. Józefa w świetle przekazów ewangelicznych, StJ 1(1989), s. 32-43.

KEMPIAK R., Józef – mąż Maryi. Rozważania biblijne, Kraków 2004.

KUDASIEWICZ j. (red.), Biblia w nauczaniu chrześcijańskim, Lublin 1991.

Laurentin R., Prawdziwe życie Jezusa Chrystusa, Kraków 1999.

Łach J., Dziecię się nam narodziło. W kręgu teologii dziecięstwa Jezusa, Częstochowa 2001.

Peter M., „Mąż sprawiedliwy” (św. Józef według tekstu Mateusza 1, 19), „W Drodze” 7(1979), nr 2, s. 48-56.

Romaniuk K., „Józef, mąż sprawiedliwy...” (Mt 1, 19), „Collectanea Theolo­gica” 50(1980), f. 3, s. 25-34.

Stramare T., Święty Józef w Historii Zbawienia. Pełnia czasu, Warszawa 1996.

WoLniewicz M., Święty Józef w Ewangelii, AK 70(1978), t. 90, s. 18-31.

 


 Idźcie do Józefa...


 
 

 

 
 
 
-->